Humble Indie Font Bundle

Zrzut ekranu zbiórki Humble Indie Font Bundle

Nie, to nie jest post primaaprilisowy, ale w pewnym sensie jest z tym wiązany. Humble Bundle wymyśliło dla nas kolejny primaaprilisowy sposób na wydanie pieniędzy i przygotowało paczkę czcionek. Paczka zawiera czcionki takie jak Halfvetica (pół Helvetici) czy Sans Sans (brak jakichkolwiek znaków). Z uwagi na 1 kwietnia może to wyglądać na wyłudzanie kasy, ale naprawdę dostajemy czcionki, a na dodatek wspieramy fundacje charytatywne. Wiem, bo sam kupiłem. 🙂

Aktywny poniedziałek wielkanocny

Z dumą mogę powiedzieć, że nie spędziłem całego poniedziałku wielkanocnego w domu. Zamiast tego zabrałem się z rodzinką na Pensjonat Miłosna (położenie w Google Maps) pooglądać konie, lamy i innego rodzaju zwierzęta. Na skutek pewnego zbiegu wydarzeń w liceum załapałem się na zajęcia z jazdy konnej i właśnie tam odbywały się te zajęcia. Mistrzem jeździectwa nie byłem (i niemal na pewno nigdy nie będę), ale uważam, że było to ciekawe doświadczenie. Po wizycie u koni pojechaliśmy postrzelać z karabinka ASG na strzelnicę (a raczej na specjalne miejsce gdzie można rozłożyć się z bronią – w mojej okolicy nie ma normalnej strzelnicy, nad czym ubolewam).

Niestety nie mam żadnych materiałów ze strzelania, ale nagrałem parę zwierząt i poskładałem z tego filmik:

Para Bellum – powstający film dokumentalny o broni palnej

Wiedza o broni palnej u przeciętnego Polaka jest praktycznie żadna. Wszystko co większość ludzi wie o broni pochodzi z filmów i gier komputerowych, gdzie jeden magazynek karabinu starczy na dobre pół minuty prowadzenia ognia (podczas gdy w rzeczywistości karabiny opróżniają magazynek w kilka sekund, a takie długie strzelanie bez przerwy zwyczajnie rozgrzałoby lufę do czerwoności), tłumiki nadają broni magicznej mocy bezszelestnego strzelania (w rzeczywistości tłumiki faktycznie redukują głośność wystrzału, ale nie do takiego „pfft” jak w filmach), a różni goście strzelają trzymając po karabinie w każdej ręce (co w prawdziwym życiu nie jest dobrym pomysłem, przynajmniej w przypadku broni automatycznej). No i jest też powszechne przekonanie, że broń służy wyłącznie do zabijania. Broń, jak sama nazwa wskazuje, służy do bronienia się (mimo to, gdy ktoś mnie zaatakuje, wolę żeby uciekł na widok broni niż żebym musiał do niego strzelać). Każdy ma prawo do obrony. Owszem, jest policja, ale jeśli zaatakuje mnie jakiś bandzior, to gdy policja dotrze na miejsce, mogę już nie żyć. Są też ludzie, którzy strzelają rekreacyjnie (jak na przykład ja, mimo że do dyspozycji mam tylko wiatrówkę i karabinek ASG) albo w ramach jakiejś rekonstrukcji historycznej lub po prostu kolekcjonują broń.

Polska jest jednym z najmniej uzbrojonych krajów. Procedura uzyskania pozwolenia na broń jest niepotrzebnie skomplikowana, a i tak pan policjant na końcu może po prostu odmówić wydania pozwolenia. Żeby było jeszcze zabawniej, tzw. czarnoprochowce (tj. broń wytworzona przed rokiem 1885 oraz repliki tej broni) nie wymagają pozwolenia, a są one trudniejsze i mniej bezpieczne w obsłudze niż broń współczesna (broń czarnoprochowa nie ma zabezpieczeń spotykanych w normalnej broni, a zamiast pewnego i bezpiecznego naboju mamy proch i pocisk, które musimy ładować oddzielnie). Warto jeszcze wspomnieć, że mimo dostępności broni czarnoprochowej media nie donoszą bez przerwy o strzelaninach z udziałem czarnoprochowców, co dodatkowo podaje w wątpliwość sens istnienia pozwoleń na broń (jeśli ktoś chce zdobyć broń do niecnych celów, i tak ją zdobędzie z nielegalnych źródeł).

Chyba niepotrzebnie się rozpisałem, więc przejdę już do rzeczy. Aktualnie powstaje film dokumentalny o broni palnej pod tytułem „Para Bellum”. Film ten ma być świetnym źródłem informacji o broni palnej. W serwisie PolakPotrafi.pl trwa kampania tego filmu i mimo że wymagana kwota została już uzbierana, warto jeszcze dorzucić parę groszy lub przynajmniej powiedzieć o tym filmie znajomym jeśli interesujesz się bronią. Na liście wspierających można także znaleźć moją mordę ;).

Na koniec obowiązkowo zwiastun:

7 grzechów głównych związanych z kodami QR

Kod QR. Zeskanowanie go wyświetla tekst „Właśnie zeskanowałeś(-aś) kod QR. Ekscytujące, prawda?”.

Kody QR (ang. Quick Response) powstały w Japonii w 1994 roku. Umożliwiają przechowywanie dowolnych danych, które można szybko zeskanować. Dziś często ułatwiają życie użytkownikom smartfonów. Niestety, są tacy, którzy ich nadużywają. I dzisiaj omówię najczęstsze nadużycia. A zatem:

  1. Umieszczanie kodów QR w e-mailach. Co w tym złego? To proste: ekran smartfona jest z przodu. Kamerka, która ma zeskanować kod, jest z tyłu. Jak niby mam zeskanować ten kod? Mam zbudować system luster aby kamerka z tyłu mogła zobaczyć ekran z przodu? Oczywiście mogę zrobić zrzut ekranu i zeskanować go przy pomocy odpowiedniej aplikacji, ale to niepotrzebnie wszystko komplikuje. A co z komputerami stacjonarnymi i laptopami? Wprawdzie można znaleźć aplikację, która skanuje kody QR przez kamerę internetową (na USB lub wbudowaną w laptopa), ale jest to po prostu bez sensu. Co zatem należy zrobić? Bardzo łatwo się domyślić, ale podpowiem: należy po prostu wstawić link zamiast kodu QR. Proste, prawda?
  2. Umieszczanie kodów QR na billboardach na autostradzie. Nie muszę chyba mówić, że trzymanie telefonu w jednej ręce i kierownicy w drugiej podczas jazdy z prędkością 140 km/h jest niezbyt bezpieczne, prawda? Wprawdzie skanowanie kodów można zostawić pasażerowi, ale spróbuj zeskanować kod QR na billboardzie siedząc w jadącym samochodzie. Oczywiście skanowanie kodów podczas jazdy motocyklem to jeszcze gorszy pomysł (chyba że masz ochotę na bliższe zapoznanie się z asfaltem).
  3. Umieszczanie kodów QR na pojazdach. To ma sens tylko gdy pojazd stoi w miejscu. Gdy pojazd jedzie, zeskanowanie kodu jest utrudnione z tych samych powodów co w punkcie wyżej.
  4. Umieszczanie kodów QR w miejscach o słabym zasięgu sieci komórkowej. Typowym przykładem są tunele metra. Jeśli nie ma tam sieci Wi-Fi, co z tego, że zeskanowałem kod skoro nie mogę otworzyć strony na którą prowadzi? Wprawdzie większość skanerów kodów QR ma wbudowaną historię (dzięki czemu zeskanowany kod można wykorzystać później), ale mimo to należy na to zwrócić uwagę.
  5. Umieszczanie kodów QR w innych idiotycznych miejscach. Na przykład w miejscach w których coś je zasłania, na automatycznych drzwiach lub na dachu budynku. Ludzie!
  6. Kody QR prowadzące na strony internetowe niedostosowane do urządzeń mobilnych. Innymi słowy, więcej przewijania, konieczność powiększania aby trafić palcem w link i większe zużycie transferu.
  7. Kody QR, które zawierają martwe linki lub po prostu nie działają. Bez komentarza.

Podsumowując, kody QR są przydatne, ale należy stosować je z głową. Zostały one zrobione aby upraszczać życie, a nie żeby je niepotrzebnie utrudniać. Z kodami QR jest jak w życiu – pomyśl zanim zrobisz.

Spora aktualizacja mojej strony o autyzmie i szczepieniach!

Moja strona internetowa poświęcona autyzmowi i szczepieniom doczekała się dość dużej aktualizacji! Utworzyłem dwie podstrony i – używając swoich ukrytych zdolności korzystania z JavaScriptu – dodałem zmieniającą się przy każdym odświeżeniu strony głównej ripostę skierowaną do antyszczepionkowców i pseudonauki. W sumie tych ripost jest 56, więc życzę miłego wciskania F5 (chociaż równie dobrze możesz po prostu wcisnąć Ctrl+U i podejrzeć je wszystkie w kodzie).

Już wiem dlaczego wciąż jestem singlem

Żeby nie było, że nie próbowałem, w zeszłym roku dwa razy byłem na rejsie dla singli organizowanym przez Stena Line i próbowałem szybkich randek. I co? I nic. Mimo to nie żałuję – warto było przepłynąć się wielgaśnym promem i zobaczyć Szwecję. 🙂

Pomorska (mini)masakra wiatrówką pneumatyczną

Jakiś czas temu zainteresował mnie sport, a konkretnie strzelectwo. Niestety, w Polsce porządnym obywatelom niepotrzebnie utrudnia się dostęp do broni, ale jeśli ktoś ma ochotę trochę „popykać”, może sobie bez problemu kupić na przykład wiatrówkę (zakup wiatrówki o energii wylotowej poniżej 17 J wymaga jedynie bycia pełnoletnim). Ponieważ mam w domu wiatrówkę, która pierwotnie była prezentem dla taty, mogę sobie z niej strzelać i wygląda na to, że mam do tego talent.

Do rzeczy – dziś z nudów wziąłem butelkę po Coca-Coli i sobie dwa razy w nią strzeliłem. Macie tu filmik:

Jako bonus dorzucam zdjęcia z sekcji zwłok butelki:

Trzy zdjęcia butelki po Coca-Coli z zaznaczonymi otworami wlotowymi i wylotowymi po strzałach z wiatrówki

Blog This Is Internet jest teraz o 300% bardziej socjalny!

Sprawiłem sobie konto na Twitterze, stronę na Facebooku i kanał na YouTube. Bo tak. Zatem jeśli którykolwiek z moich niewielu czytelników chciałby mnie obserwować, polubić lub subskrybować, teraz ma taką możliwość! Wystarczy kliknąć jeden z trzech okrągłych przycisków w menu po prawej.

A tak poza tym mam nadzieję, że Mikołaj zorganizował Wam wczoraj coś ciekawego i że w Wigilię nie będzie na Was oszczędzał.

Sama chemia

Kobieta u lekarza. Na górze napis „Panie doktorze, czy może mi pan polecić jaką dietę bez chemii?”. Na dole napis „Jeśli chce pani umrzeć z głodu, to tak”.
Autor zdjęcia: Bill Branson
Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Doctor_advises_patient.jpg
Licencja: public domain

Jedną z wielu rzeczy, które mnie drażnią, jest użycie właśnie tych dwóch słów razem (najczęściej w stosunku do jedzenia lub lekarstw). Postanowiłem więc przedstawić Wam kilka ciekawych faktów o chemii:

  1. Cała materia składa się ze związków chemicznych. Każdy kto choć trochę uważał na chemii w szkole wie, że na przykład woda to dwa atomy wodoru na atom tlenu. Nawet powietrze, którym oddychamy, zawiera całkiem sporo pierwiastków.
  2. To, że nie potrafisz wymówić nazwy danej substancji, nie oznacza, że jest ona zła. Przykład? 1,25-dihydroksycholekalcyferol. Jest to nic innego jak aktywna forma witaminy D.
  3. To czy dana substancja naturalnie występuje w przyrodzie czy została wytworzona przez człowieka nic nie mówi o tym czy ta substancja jest dobra czy zła. Muchomory sromotnikowe są naturalne, a mimo to jedzenie ich nie jest dobrym pomysłem. To samo dotyczy lekarstw. „Sztuczne” lekarstwa mogą mieć efekty uboczne i można je przedawkować, ale tak samo jest z ziołami, magicznymi herbatkami na odchudzanie, tabletkami na przedłużenie pewnej męskiej części ciała i innymi „naturalnymi” medykamentami.
  4. O toksyczności danej substancji stanowi dawka. Dotyczy to zarówno substancji naturalnych jak i „sztucznych”. Weźmy na przykład taki formaldehyd. Wszyscy wiedzą, że jest trujący. Nie każdy jednak wie, że formaldehyd jest też naturalnym produktem przemiany materii u człowieka. A wiecie jakie owoce zawierają formaldehyd? Gruszki. Informacja dla ruchu antyszczepionkowego: jedna gruszka zawiera dużo więcej formaldehydu niż jedna szczepionka. Nie zapominajcie też o formaldehydzie powstającym w wyniku przemiany materii.
  5. O właściwościach substancji chemicznej decyduje to z jakimi innymi substancjami jest ona związana. Sód wybucha w kontakcie z wodą. Chlor jest bardzo toksyczny jeśli nie jest w naprawdę małej dawce. Zagadka: co otrzymamy po połączeniu tych dwóch pierwiastków? Odpowiedź: sól kuchenną.

Wszystko jasne? Mam nadzieję, że od teraz nie będziecie wpadać w obłęd na sam dźwięk słowa „chemia”. 🙂

Mały test

Chyba znowu zalegam z wpisami. Cóż, bywa. W każdym razie na dziś przygotowałem test (niestety z życia wzięty) dzięki któremu łatwo sprawdzisz swoje zdolności komputerowe. Odpowiedz na następujące pytania:

  1. Czy kazałeś mi utworzyć za Ciebie jakieś konto, co wymagało przeprowadzenia niezwykle skomplikowanej procedury wypełnienia prostego formularza?
  2. Czy kazałeś mi użyć prostego hasła, które można złamać metodą słownikową?
  3. Czy zapomniałeś swojego loginu i hasła?
  4. Czy zapisałeś dane do logowania na kartce na wypadek gdybyś ich zapomniał, a następnie zgubiłeś tę kartkę?

Jeśli na wszystkie powyższe pytania odpowiedziałeś twierdząco, oznacza to, że nie powinieneś się zbliżać do jakiegokolwiek komputera.