Zaćmienie Księżyca, nieprzespana noc i naciąganie na płatne SMS-y

Na początek rada: jeśli chcecie oglądać zaćmienie Słońca lub Księżyca, nie patrzcie na godzinę o której zjawisko się zaczyna, bo to nie ma sensu. Lepiej zacząć obserwację gdy zaćmienie już widocznie postępuje. Dobra, do rzeczy. Dzisiejszej nocy miało miejsce całkowite zaćmienie Księżyca. Zaćmienie było wyraźnie widoczne około trzeciej w nocy, ale na deser (czyli tak zwany Krwawy Księżyc) trzeba było poczekać do czwartej. Przez to poszedłem spać baaardzo późno, ale było warto, bo na kolejne takie zaćmienie musimy poczekać aż do 2033 roku.

Niestety, jeśli dzieje się coś ciekawego, zawsze znajdzie się ktoś kto zechce żerować na naszej naiwności. Proszę bardzo:

Fałszywa strona internetowa mająca rzekomo umożliwiać obserwowanie Krwawego Księżyca. Strona wymaga podania numeru telefonu pod pretekstem weryfikacji ze względu na przeciążone serwery.

Podałeś swój numer? Gratulacje – witamy w płatnej subskrypcji SMS. Od teraz Twój miesięczny rachunek za telefon jest większy o ponad 60 zł. Jeśli ktoś już dał się na to złapać, subskrypcję można anulować wysyłając SMS-a o treści STOP FREEZ na numer 60474. Na takie strony internetowe powinien być jakiś paragraf. Gdybym był mniej miły niż jestem, jako karę za takie coś proponowałbym łamanie kołem lub nabicie na pal, ale ponieważ uważam, że przemoc nie jest rozwiązaniem, lepszą karą byłoby po prostu opublikowanie wizerunku autora strony. Dodatkową karą mogłaby być comiesięczna grzywna w wysokości około 60 zł nałożona na parę lat – niech się facet przekona jak niechciane subskrypcje są fajne.

Jeden z możliwych horrorów komputerowych

Nieoparte na prawdziwych wydarzeniach (na szczęście). W każdym razie nie u mnie. Mimo to największym zagrożeniem dla komputera jest właśnie użytkownik.

Dla niewtajemniczonych w realia informatyczne: jeśli strona internetowa inicjuje pobieranie pliku bez zgody użytkownika, niemal na pewno taki plik zawiera jakąś niemiłą niespodziankę. W przypadku stron z darmowymi filmami może to być na przykład fałszywa aktualizacja Flash Playera lub wspomniane w komiksie kodeki rzekomo potrzebne do odtworzenia filmów. Właśnie dlatego powinno się mieć zainstalowane aktualne oprogramowanie antywirusowe, które powinno wykryć, że z plikiem jest coś nie tak i zapobiec katastrofie.

Nowy komputer!

Pora uchylić rąbka tajemnicy. Moim tajemniczym zakupem był nowy komputer, które jest dużo lepszy od poprzedniego. Mój poprzedni komputer nie jest jakoś tragicznie zły, ale najnowszy też nie jest. Zgodnie z obietnicą zamieszczam galerię zdjęć. Będą do niej dochodzić nowe zdjęcia, więc polecam zaglądać od czasu do czasu.

Koszyk Morele.net z tym zestawem znajdziecie tutaj. Docelowo miał być nieco tańszy, ale ostatecznie zdecydowałem się dopłacić do lepszego procesora i karty graficznej.

Morele.net ma u mnie minusa

Informacja o zamówieniu ze sklepu Morele.net z datą realizacji 31 sierpnia 2015 roku na godzinę szesnastą. Obok znajduje się kalendarz z zegarem pokazującym jedną sekundę po godzinie szesnastej.

Oczywiście żartuję. Spóźnili się z wysyłką o godzinę, ale i tak jest dobrze. W piątek zamówiłem w Morele.net… Wiecie co? Potrzymam jeszcze wszystkich dwóch* czytelników tego bloga w niepewności i ujawnię co takiego zamówiłem w kolejnym poście. Jako podpowiedź powiem, że ma to związek z moimi zainteresowaniami. Będą zdjęcia, a nawet cała galeria.

*) Podana wartość została wymyślona na poczekaniu i może nie zgadzać się ze stanem faktycznym.

EDIT: Morele.net napisało, że paczka została wysłana, a firma kurierska napisała, że dopiero ma otrzymać przesyłkę. Ktoś tu chyba robi mnie w trąbę. Albo informacje do śledzenia przesyłki po prostu są aktualizowane z opóźnieniem.

EDIT #2: Chyba niepotrzebnie snuję teorie spiskowe. Jest 1 września (a zatem wakacje oficjalnie się skończyły), godzina 8:20 i wygląda na to, że przesyłka dotrze na czas.

2,5x więcej neta od Nju!

SMS o treści „Usługa »Im dłużej, tym lepiej« została włączona. Twój staż nju z rachunkiem wynosi 14 mies. Od teraz w Twojej ofercie przysługuje Ci 7,5 GB na pełnej prędkości miesięcznie. Cena za limit transferu internetu nie uległa zmianie”.

Niedawno Nju Mobile (należąca do Orange usługa telefonii komórkowej z której korzystam) wprowadziło bardzo ciekawą usługę o nazwie „Im dłużej, tym lepiej” i się nawet nie pochwaliło. Usługa ta polega na tym, że Twój przydział transferu internetowego zostaje zwiększony jeśli odpowiednio długo korzystasz z Nju. Półroczny staż powiększa podstawowy transfer dwukrotnie. Korzystanie z Nju przez rok zwiększa ten mnożnik do 2,5. Po dwóch latach podstawowy transfer jest zwiększany aż trzykrotnie. Jeśli mamy włączoną usługę „Więcej Internetu”, która zwiększa miesięczny transfer do 10 GB, po osiągnięciu dwuletniego stażu z Nju będziemy mieli do dyspozycji aż 30 GB miesięcznie. Ja korzystam ze zwykłego abonamentu bez urozmaiceń, co daje mi 3 GB miesięcznie. Jak widać powyżej, według SMS-a, którego otrzymałem po włączeniu usługi mój staż w Nju wynosi 14 miesięcy, co zwiększa mój transfer 2,5-krotnie, dając mi aż 7,5 GB miesięcznego transferu. Usługa jest naprawdę konkurencyjna i – co ważne – całkowicie bezpłatna. Tutaj można o niej poczytać więcej.

„Trudne sprawy” a polskie przepisy

Zastanawiam się skąd scenarzyści „Trudnych spraw” biorą informacje o obowiązujących przepisach. We wczorajszym odcinku matka próbowała zgłosić na policji zaginięcie córki. Cytuję wypowiedź policjanta:

Rozumiem pani zdenerwowanie, ale niestety nie możemy pani teraz pomóc. Muszą upłynąć przynajmniej 24 godziny abyśmy mogli rozpocząć poszukiwania.

Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Nie ma i nigdy nie było przepisu, który mówi, że poszukiwanie zaginionej osoby można rozpocząć dopiero po 24 czy 48 godzinach. Ktoś tu chyba ogląda za dużo hollywoodzkich filmów. Ciekawscy mogą obejrzeć ten odcinek tutaj.

Innym ciekawym przykładem są odcinki typu „wiejskie plotki”, w których cała wieś przestaje odzywać się do rodziny, która rzekomo zrobiła coś strasznego. W tego typu odcinkach panie sprzedawczynie z różnych powodów nie sprzedają szynki niesłusznie oskarżonej rodzinie (bo na przykład ktoś już ją zamówił), ale innym sprzedają tę szynkę bez żadnego problemu albo oznajmiają, że „złodziejom nie sprzedaję”. Według artykułu 135 kodeksu wykroczeń za takie fochy wobec klientów grozi grzywna.

Art. 135. Kto, zajmując się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym, ukrywa przed nabywcą towar przeznaczony do sprzedaży lub umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru, podlega karze grzywny.

Tak więc, gratuluję scenarzystom „Trudnych spraw” wybitnej (nie)znajomości polskich przepisów.

Uwaga na wypożyczalnię sprzętu wodnego we Wdzydzach Kiszewskich!

Krótki poradnik jak nie prowadzić wypożyczalni sprzętu wodnego:

  1. Dbaj o to aby sprzęt działał „na słowo honoru”. Nie sprawdzaj czy sprzęt jest faktycznie bezpieczny i nie zagraża klientowi.
  2. Nie dobieraj klientowi sprzętu i nie pomagaj go zwodować. Samoobsługa, drodzy państwo!
  3. Nie przejmuj się jeśli klient zarzuca Ci, że sprzęt nie jest bezpieczny – za ewentualne problemy winę ponosi klient, a nie Ty.
  4. Pamiętaj – to nie Ty jesteś odpowiedzialny za sprzęt!

Brzmi zabawnie, ale wypożyczalnia sprzętu wodnego we Wdzydzach Kiszewskich zdaje się kierować właśnie tym poradnikiem. Dzisiaj pojechaliśmy tam z rodziną. Wypożyczyłem z mamą rower wodny. Siostra i jej chłopak wypożyczyli kajak, a brat i jego dziewczyna wypożyczyli drugi rower wodny. W przypadku mojego rodzeństwa i ich drugich połówek nie było incydentów. Ja i mama mieliśmy mniej szczęścia. Gdy byliśmy dość daleko od brzegu, moja połowa roweru zaczęła zbierać wodę. Próbowaliśmy dopłynąć do brzegu, ale rower prawie stał w miejscu. Byliśmy niemal pewni, że rower w końcu się przewróci. Gdyby do tego doszło, jakoś byśmy sobie poradzili (oboje umiemy pływać i mieliśmy kamizelki ratunkowe), ale oboje mieliśmy ze sobą przedmioty, które nie najlepiej znoszą kontakt z wodą (m.in. telefony komórkowe). Na pomoc przybyła nam rodzina w innym, większym rowerze wodnym. Przesiadłem się na drugi rower aby odciążyć nasz (w trakcie mojej przesiadki wlało się jeszcze więcej wody) i doholowaliśmy mamę do brzegu. Na szczęście nie doszło do najgorszego i skończyło się na nerwach (a w moim przypadku dodatkowo na mokrych czterech literach i plecach). Nasz rower wyglądał tak:

Rower wodny w jeziorze. Wskazują na niego dwie strzałki podpisane „Prawy bok uniesiony” i „Lewy bok zalany wodą”. Prawy bok roweru wodnego znajduje się wyżej niż lewy.

Oczywiście mama zrobiła w wypożyczalni awanturę – i słusznie. Dopiero po jakimś czasie pojęli, że mogło dojść do tragedii. Skończyło się na tym, że nie wzięli od nas pieniędzy za wynajęcie sprzętu. Cóż, przynajmniej ruszyliśmy się z domu i przeżyliśmy przygodę (nieciekawą, ale jednak).