Recenzja smartwatcha TicWatch Pro 5

Tak na początek: to nie jest wpis sponsorowany – kupiłem ten sprzęt za własne pieniądze i przez najbliższy miesiąc będę jadł tylko to, co znajdę w koszu na śmieci lub w lesie. Spokojnie, żartuję – mam osobne konto oszczędnościowe, na które trafiają pieniądze na moje zachcianki.

Do tej pory styczność z urządzeniami ubieralnymi miałem za pośrednictwem opasek Xiaomi Mi Band – głównie do odbierania powiadomień z telefonu i sprawdzania godziny, a funkcje sportowe były funkcją drugorzędną. Teraz z jakiegoś powodu nabrałem ochoty na coś bardziej „smart”. Zastanawiałem się jeszcze nad Xiaomi Watch 2 Pro, ale użytkownicy narzekają na błędy w oprogramowaniu, więc zrezygnowałem i zdecydowałem się na zegarek, o którym dziś mowa.

TicWatch Pro 5 jest zegarkiem działającym pod kontrolą systemu Wear OS, który jest zmodyfikowanym pod urządzenia ubieralne wariantem Androida. Wear OS jest dość okrojony w porównaniu z Androidem zainstalowanym na smartfonach i tabletach, ale Chińczycy robią również smartwatche z pełnoprawnym Androidem – na przykład KOSPET OPTIMUS 2, który również mnie dość mocno interesuje. Zestaw składa się oczywiście z zegarka, paska silikonowego (już przyczepionego do zegarka), dodatkowego paska z ekoskóry (jeśli kupimy zestaw Elite Edition), kabla ładującego (trochę szkoda, że stykowego, a nie indukcyjnego) i papierów. Szerokość paska wynosi 24 milimetry, a jeśli nie odpowiadają nam paski dołączone do zestawu, możemy kupić sobie inne – na przykład stalowe albo nylonowe. Z prawej strony znajduje się obrotowa koronka do przewijania treści w pionie, będąca jednocześnie przyciskiem do otwierania listy aplikacji. Koronka jest trochę mniej praktycznym rozwiązaniem niż obrotowa ramka w smartwatchach Galaxy Watch Samsunga, ale spełnia swoje zadanie. Nad koronką znajdziemy przycisk, który po pojedynczym wciśnięciu wyświetla listę ostatnich aplikacji, a po przytrzymaniu umożliwia wyłączenie lub zrestartowanie smartwatcha. Urządzenie spełnia standard US-MIL-STD 810H i ma klasę wodoszczelności 5 ATM. Można z nim pływać (ma tryby sportowe do pływania, które bez wodoszczelności byłyby trochę bezużyteczne), ale nurkowanie (zwłaszcza na większe głębokości) może skończyć się dla niego przedwczesnym zakończeniem żywotu. Takie certyfikaty brzmią interesująco, ale podejrzewam, że jeśli się postaramy, to da się go rozwalić.

TicWatch Pro 5 na moim nadgarstku
TicWatch Pro 5 jest dość sporym zegarkiem, więc może średnio nadawać się dla jakiejś drobniejszej osoby, ale na moim nadgarstku nie wygląda źle. Chyba.

Zegarek jest napędzany procesorem Qualcomm Snapdragon W5+ 1. generacji i ma 2 GB RAM-u oraz 32 GB miejsca na dane, z czego dla użytkownika dostępne jest około 20. Nie ma natomiast dziury na kartę nano-SIM ani obsługi eSIM.

Jeśli chodzi o łączność i czujniki, jest bogato. Oprócz Bluetooth do łączności ze smartfonem i urządzeniami audio zegarek jest wyposażony w Wi-Fi, GPS oraz NFC – tak, tym zegarkiem można płacić zbliżeniowo przy użyciu Google Pay. Dodatkowo mamy kompas i barometr. Zegarek, tak jak większość smartwatchy, mierzy tętno, stres oraz nasycenie krwi tlenem, liczy kroki i śledzi sen. Trochę szkoda, że brakuje EKG i analizy składu ciała.

Wyświetlacz na przekątną 1,43 cala, rozdzielczość 466×466 pikseli i jest wykonany w technologii AMOLED. Jest więc Always On Display, ale TicWatch Pro 5 wyróżnia się bardzo ciekawą alternatywą – dodatkowym wyświetlaczem stosującym tę samą technologię co klasyczne zegarki cyfrowe, a więc pobierającym znacznie mniejsze ilości energii. Wyświetlacz ten pokazuje ikonki informujące o nieprzeczytanych powiadomieniach, aktywnym trybie sportowym i GPS-ie, datę, godzinę, dzień tygodnia, liczbę kroków, tętno, przybliżony poziom naładowania baterii (5 segmentów, z których każdy symbolizuje 20%) oraz ikonki informujące o włączonym Bluetooth i NFC. Kręcąc koronką można te informacje zmienić na samo tętno, spalone kalorie, nasycenie krwi tlenem i kompas (a właściwie azymut). Gdy aktywny jest tryb sportowy, pokazywane są informacje z nim związane i je również możemy wybierać obracając koronką. Dodatkowy wyświetlacz ma też podświetlenie – możemy wybrać jeden z 18 kolorów, a podczas ćwiczeń kolor podświetlenia może zmieniać się w zależności od progu tętna: jasnoniebieski (tętno spoczynkowe), jasnozielony (rozgrzewka), żółty (spalanie tłuszczu), pomarańczony (cardio), fioletowy (tętno anaerobowe) lub czerwony (niebezpiecznie wysokie tętno).

TicWatch Pro 5 działa na Wear OS w wersji 3.5, która bazuje na Androidzie 11. Użytkownicy skarżą się, że zegarek nie został jeszcze zaktualizowany do Wear OS 4 i nie wiadomo czy i kiedy Mobvoi wypuści aktualizację. Poprawki bezpieczeństwa są z 5 października 2023 roku, więc nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Tłumaczenie interfejsu na polski jest poprawne, ale da się znaleźć kilka błędów i nieprzetłumaczonych tekstów. Jeśli chodzi o liczbę aplikacji dostępnych na Wear OS, trochę się zawiodłem. Są na przykład tylko dwie przeglądarki internetowe (przeglądarka Samsunga oraz Mini Web Browser) i kilka menedżerów plików. Da się instalować pełnoprawne androidowe aplikacje z plików APK przy użyciu takich narzędzi jak Wear OS Tools albo aplikacji Easy Fire Tools, ale tak zainstalowane aplikacje nie zawsze działają, a ich obsługa na urządzeniu z okrągłym wyświetlaczem często jest utrudniona. Choć można przeglądać Internet i na przykład oglądać filmy na YouTube, nie jest to specjalnie wygodne, ale smartwatche raczej nie służą do takich rzeczy. Wpisywanie tekstu na niewielkiej klawiaturze ekranowej nie jest aż tak trudne, jak by się mogło wydawać, chociaż oczywiście trafianie w niewłaściwe litery będzie się zdarzać. Zauważyłem problemy z pobieraniem aplikacji z Google Play bezpośrednio na smartwatchu (komunikat „Coś poszło nie tak”), ale można to rozwiązać inicjując pobieranie w Google Play na smartfonie, tablecie lub komputerze. Na TicWatchu da się robić pewne rzeczy niezależnie od smartfona (na przykład przeglądać pliki i odtwarzać muzykę zapisaną w pamięci zegarka), ale powinien on bardziej pracować we współpracy ze smartfonem niż jako samodzielne urządzenie. Dużą zaletą jest wyświetlanie powiadomień ze smartfona w pełnej treści z obsługą polskich znaków i emoji podczas gdy „głupie” smartwatche i smartbandy zwykle wyświetlają tylko część powiadomienia, a z obsługą polskich znaków i emoji jest różnie. I tak, jest głośnik i mikrofon, więc przy użyciu tego smartwatcha można prowadzić rozmowy telefoniczne.

TicWatch Pro 5 z otwartym w przeglądarce internetowej blogiem This Is Internet
Smartwatche nie są najlepszymi urządzeniami do przeglądania Internetu, ale w razie potrzeby da się to robić. Problem elementów niewidocznych przez okrągły wyświetlacz można rozwiązać przeciągając palcem od rogu w przeglądarce Samsunga lub włączając widok w kwadracie w Mini Web Browser. W żadnej przeglądarce nie ma obsługi kilku kart ani możliwości pobierania plików. Ponadto trochę mnie irytuje brak jakiegokolwiek przycisku „wstecz” w przeglądarce Samsunga.

Pora na tryby sportowe, a tych jest sporo – naliczyłem w interfejsie 106 (albo 105, ponieważ jeden z trybów (Skip A) z jakiegoś powodu figuruje na liście dwa razy). Może będzie zaskoczenie, ale je również trochę testowałem. Urządzenia ubieralne bez GPS do śledzenia trasy zwykle posiłkują się GPS-em w smartfonie, ale ten zegarek w GPS jest wyposażony i rejestruje trasy samodzielnie. Oczywiście korzystanie z niego nieco zwiększa zużycie baterii. GPS w TicWatchu Pro 5 działa prawidłowo, czyli faktycznie rejestruje taką trasę, jaką przebyłem, i nie teleportuje mnie nagle o kilka kilometrów w losowym kierunku. Zegarek nie łapie sygnału GPS od razu, ale ja ruszam w drogę od razu przeklikując komunikaty i nie ma problemów. Można też chwilkę poczekać, aż złapie sygnał i z tym też nie ma problemu. Testowałem zegarek również w pływalni. Liczenie przepłyniętych długości basenu nie jest w stu procentach dokładne – zegarek może pokazywać prawidłowy wynik albo być o jedną lub dwie długości do tyłu. Pojawiają się również style pływania, z których w ogóle nie korzystałem. Może ja jakoś źle pływam albo basen nie ma dokładnie takiej długości, jaką wybrałem w menu. Mimo to lepiej niż gdyby zegarek w ogóle nie liczył przepłynięć (co zdarza się często na przykład w Mi Bandzie 5) albo podawał wynik kilkakrotnie większy niż w rzeczywistości, więc wyniki są dla mnie akceptowalne.

TicWatch Pro 5 z otwartym w przeglądarce internetowej teledyskiem „Never Gonna Give you Up” Ricka Astleya na YouTube
Filmy na YouTube również można na tym zegarku oglądać jeśli ktoś ma taką potrzebę. Za wybór filmu z góry przepraszam.

Z czasem działania na baterii również jest przyzwoicie. Należy jednak pamiętać, że smartwatche z Wear OS są bardziej prądożerne niż te mniej inteligentne smartwatche i smartbandy – Mi Banda 5 z wyłączonym całodobowym monitorowaniem aktywności byłem w stanie ładować co około 3 tygodnie, ale ładowanie TicWatcha co około 2 dni (również z wyłączonym całodobowym monitorowaniem aktywności) nie jest złym wynikiem. Ładowanie odbywa się całkiem szybko – producent zapewnia, że podłączenie do ładowarki na 30 minut umożliwia naładowanie baterii do poziomu 65%, zaś ładowanie jedynie przez 15 minut wystarczy na cały dzień pracy. Zegarek jest również wyposażony w „tryb podstawowy”, który korzysta tylko z dodatkowego energooszczędnego wyświetlacza i wyłącza wszystkie funkcje oprócz pokazywania daty i godziny, liczenia kroków, mierzenia tętna (tylko ręcznie), śledzenia snu i NFC. Według producenta TicWatch w tym trybie na jednym ładowaniu może działać nawet 30 dni.

Podsumowując, według mnie TicWatch Pro 5 jest jednym z lepszych dostępnych na rynku smartwatchy z Wear OS, choć należy pamiętać o braku gwarancji dostępności aktualizacji systemu i poprawek zabezpieczeń. Urządzenie nie jest również specjalnie tanie – gdy je kupowałem, różne sklepy z elektroniką wyceniały je na około 1400 złotych, ale mnie udało się je kupić za 100 złotych mniej. O ile nie przeszkadza Wam cena i nie zależy Wam na najnowszym oprogramowaniu, mogę ten zegarek śmiało polecić.