Przemek Uczestnik WTZ – dzień dziesiąty

Dzisiaj obchodzę jubileusz – na Warsztaty Terapii Zajęciowej uczęszczam już dziesięć dni! Są tacy, którzy są tam już od siedmiu czy ośmiu lat, ale to szczegół. W każdym razie dziś moja monotonia siedzenia w pracowni redakcyjnej została przerwana przez niesamowicie ekscytujące zajęcie w postaci zbierania śmieci. Nie powiem żeby to było moje ulubione zajęcie, ale ktoś to musi robić. Gdyby człowiek naprawdę był inteligentnym gatunkiem, to nikt by nie śmiecił.

Jeśli chodzi o inne wiadomości, facet od remontu przysiągł, że skończy pod koniec przyszłego tygodnia, a od poniedziałku ma mu pomagać kuzyn. Zobaczymy co z tej przysięgi wyjdzie. Moja łazienka wygląda teraz mało estetycznie i nadal trzeba spłukiwać kibelek „awaryjnie”. Zbiornik spłuczki był popękany, więc wszystko wskazuje na to, że facet po prostu go rozwalił i nie chce się przyznać. Przynajmniej znowu mam ciepłą wodę i ogrzewanie.

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go innym!

Telefon komórkowy + ziarna kukurydzy = popcorn?

Ostatnio coś mnie zaintrygowało, więc napisałem ten krótki post. Możliwe, że w trakcie Waszej przygody z Internetem natknęliście się na filmik na którym ziarna kukurydzy otoczone dzwoniącymi telefonami zaczęły się prażyć – taki jak ten:

Od razu mogę powiedzieć, że jest to bzdura. Po pierwsze, telefony komórkowe przez większość czasu odbierają sygnał, a nie nadają. Po drugie, gdyby promieniowanie emitowane przez telefony komórkowe było wystarczająco silne aby uprażyć kukurydzę, przyłożenie telefonu do głowy po prostu powodowałoby ból. Zresztą w ogóle plotki o rakotwórczych telefonach są mocno przesadzone. Uważać powinniśmy na fale będące na tyle silne aby mogły uszkodzić nasze DNA – takie jak promieniowanie UV od słońca. Fale radiowe nie są wystarczająco silne aby nam zagrozić. Jeśli nie żyjesz w kompletnie szczelnym pudełku, cały czas jesteś w zasięgu fal radiowych.

Mam nadzieję, że po tym poście ludzkość stanie się nieco mnie niedoedukowana. 🙂

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go innym!

Przemek Uczestnik WTZ – dzień piąty i remont

Na razie na warsztatach niewiele się zmieniło poza tym, że dziś (a właściwie wczoraj, bo skończyłem pisać post po północy) zamiast ćwiczeń był film pod tytułem „W samym sercu morza”. Osobiście filmy o wielorybnikach mnie nie pociągają, ale seans był nawet ciekawy i zawsze jest to jakaś odmiana. Proces poznawania nowego miejsca idzie mi nie najgorzej.

Żeby wpis nie był za krótki, dodam coś jeszcze. Ci z was, którzy śledzą stronę bloga na Facebooku być może wiedzą, że obecnie mam w domu remont. Chwilowo remont ten nie posunął się za bardzo do przodu, ponieważ facet, który się nim zajmuje, przez ostatnie kilka dni chorował. Nie powiem jaką firmę prowadzi, bo zaraz będę po nim troszkę jeździć. Dlaczego? Powiem tylko tyle, że raczej nie będziemy w przyszłości polecać jego usług. Co prawda facet frekwencję ma wysoką, ale przychodzi o ósmej i ucieka już koło czternastej, a w soboty robotę kończy jeszcze wcześniej. Planowo remont miał trwać jakieś 2-3 tygodnie, ale zaczął się z dwutygodniowym poślizgiem i trwa już ponad miesiąc, a z trzech pomieszczeń gotowa jest tylko kuchnia. Wprawdzie remont po części przedłużył się z przyczyn niezależnych od niego, ale gdyby nie uciekał do domu już po sześciu godzinach, z pewnością robota posuwałaby się szybciej. Ostatnio obiecał, że definitywnie skończy w tym tygodniu. Co prawda to nie jego wina, że zachorował, ale podejrzewam, że terminu i tak by nie dotrzymał. Dziś po odchorowaniu tych kilku dni znowu się u nas pojawił i skończył o tej samej porze co zawsze (mimo że obiecał zostać dłużej żeby nadrobić nieobecność), rozwalił trochę łazienkę (co trochę mu zajmuje, bo kafelki są zrobione porządnie), zdemontował spłuczkę z toalety i zepsuł nam ogrzewanie. Jutro nie przyjdzie, więc przez cały weekend nie będę miał ogrzewania ani ciepłej wody i będę musiał spłukiwać kibel wiadrem. To, że ja i mama już mamy dość to trochę lekko powiedziane.

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go innym!

Przemek Uczestnik WTZ – dzień drugi

Kolejny dzień nowych wrażeń za mną. Dzisiaj moim zadaniem w pracowni redakcyjnej było przepisanie tekstu z papieru na komputer. Nic trudnego, ale musiałem przy tym walczyć z niemożnością wpisania litery „ć” (w końcu jednak naprawiłem ten problem – przyczyną był włączony skrót klawiszowy w panelu sterowania karty graficznej. Przypomniałem sobie, że też musiałem z tym kombinować na własnym komputerze za czasów Windowsa XP).

Teraz parę zdań w sprawie ćwiczeń. Myślałem, że będzie mi szło najgorzej ze wszystkich, a jednak nie radziłem sobie źle. Nie chcę się jednak przechwalać, bo na tę terapię uczęszczają ludzie o różnej sprawności ruchowej. Z prostym żonglowaniem dwoma woreczkami (podrzucenie jednego w górę i drugiego z ręki do ręki) daję sobie radę, a podrzucanie ich stopą tak aby je złapać przy wyprostowanych plecach jest już nieco trudniejsze.

No i dwie ciekawostki na koniec: po pierwsze, jazda skuterem gdy słońce daje Ci po oczach nie jest fajna. Po drugie, dziś miałem urodziny i coś czuję, że za rok, gdy będę miał 30 lat, czeka mnie kryzys wieku średniego.

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go innym!

Przemek Uczestnik WTZ – dzień pierwszy

No więc, mam nowinę – od dzisiaj uczestniczę w Warsztatach Terapii Zajęciowej prowadzonych przez Fundację Misericordia w Górkach (położenie na Mapach Google). Od czasu do czasu pewnie będę opisywać swoje wrażenia tutaj na blogu, a zacznę tym wpisem. Z dostaniem się na taką terapię jest problem (przynajmniej u mnie w mieście) z liczbą wolnych miejsc. Traf chciał, że dwie osoby zrezygnowały, a na ich miejsce zostałem przyjęty ja i inny chłopak.

Moje miejsce jest w pracowni redakcyjnej, gdzie powstaje „Obserwator”, który jest wydawanym co dwa tygodnie dodatkiem do lokalnej gazety. Ogólnie jest tam miło i nawet można w dowolnym momencie coś zjeść albo zrobić sobie herbatę. W pracowni tej spotkało mnie zaskoczenie w postaci komputera z podłączonym monitorem o rozdzielczości 1024×768 i zainstalowanym Windowsem XP (przypominam, że wsparcie dla tego systemu zakończyło się w kwietniu 2014 r.). Jeszcze tylko brakuje żebym miał monitor kineskopowy. Pozostałe komputery miały podłączone monitory o bardziej rozsądnych rozdzielczościach i zainstalowane bardziej współczesne wersje Windowsa, z „dziesiątką” na czele. No nic, nie ma co narzekać. Są plany żeby wymienić ten mój komputer na lepszy. Za to pozytywnie mnie zaskoczyła prędkość Internetu.

Drugą „atrakcją” były obowiązkowe ćwiczenia. Trwają one tylko pół godziny i nie wymagają kondycji na poziomie olimpijskim, więc da się wytrzymać.

Na koniec najlepsze. Uczestnictwo w terapii jest oczywiście bezpłatne, a do tego uczestnicy dostają kasę za pokazywanie się tam! Kieszonkowe to wynosi 50 zł miesięcznie minus ewentualne potrącenia za nieobecności.

Może trochę mało napisałem, ale dziś nie działo się nic specjalnego. Przed udaniem się na terapię byłem nieco zestresowany (wiadomo, pierwszy dzień), ale nie było tak źle. Jutro kolejny dzień i być może pojawi się o nim wpis. Zobaczymy.

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go innym!