22 powody dlaczego wolę Androida, a nie iOS

Pomyślałem sobie, że niektórych może zainteresować moja opinia na ten temat, więc naskrobałem ten post na koniec sierpnia. Z góry informuję, że ten post nie ma na celu przedstawiania produktów Apple jako jakichś gorszych. iPhone’y i iPady to naprawdę dobre urządzenia – ja po prostu mam inne potrzeby co do smartfonów i tabletów, ale są rzeczy, które mi się w Androidzie nie podobają (takie jak dostępność nowszych wersji systemu zależna od dobrej woli producentów urządzeń i operatorów sieci komórkowych – iOS pod względem dostępności aktualizacji jest o wiele lepszy). To, że mnie bardziej odpowiada Android nie znaczy, że Tobie też będzie odpowiadać. Uprzedzam jeszcze, że nie jestem na bieżąco z najnowszymi wersjami iOS, więc może być coś o czym nie wiem.

No dobra, nie ma co przedłużać, więc zacznę wymieniać swoją listę powodów.

  1. Niewymienna bateria w urządzeniach z iOS. Niektóre smartfony i praktycznie wszystkie tablety z Androidem zresztą też mają niewymienne baterie i ma to swoje zalety, ale brak możliwości samodzielnej wymiany baterii oznacza, że uszkodzenie lub zużycie baterii wiąże się z koniecznością oddania urządzenia do serwisu. No i nie ma możliwości szybkiego „naładowania” urządzenia przez wymianę rozładowanej baterii na naładowaną. Wprawdzie można zamówić w Internecie nową baterię i rozebrać urządzenie na własną rękę, ale powodzenia w późniejszym oddawaniu go na gwarancję.
  2. Brak slotu na kartę MicroSD w urządzeniach z iOS. Dla wielu osób 8 czy nawet 16 GB miejsca na dane to za mało. Nowe urządzenia z iOS mają bardziej rozsądne pojemności niż te starsze, ale za takiego iPhone’a z większą ilością pamięci na dane trzeba sporo dopłacić.
  3. Niestandardowe złącze w urządzeniach z iOS. USB pasuje praktycznie do wszystkiego, Lightning tylko do iPhone’ów i iPadów. Owszem, Lightning jest fajny, bo jest dwustronny, ale zyskujące popularność złącze USB typu C też jest dwustronne.
  4. Urządzenia z iOS są drogie. Tak, wiem, że flagowe urządzenia z Androidem też są drogie, ale nie każdy potrzebuje superszybkiego urządzenia, które wykręca sześciocyfrowe wyniki w Antutu.
  5. Jeśli jesteś w większości, która ma peceta z Windowsem, a nie Maka, nie wykorzystasz pełni możliwości urządzenia z iOS.
  6. Urządzenia z iOS nie są rozpoznawane przez system jako dyski zewnętrzne. Aby wgrać na nie cokolwiek, musisz ściągnąć program iTunes, który na Windowsie działa wiadomo jak (a jeśli nie wiadomo, to podpowiadam: tak sobie), a na Linuksa w ogóle nie jest dostępny.
  7. iPhone 7 prawdopodobnie zostanie pozbawiony wyjścia słuchawkowego, co dla zwolenników słuchawek przewodowych oznacza konieczność zakupu nowej pary słuchawek ze złączem Lightning jeśli zdecydują się na tego iPhone’a.
  8. Android ma większy wybór aplikacji. iOS jednak bardziej stawia na jakość, a nie na ilość, a sprawdzanie każdej aplikacji zanim stanie się ona dostępna w App Store gwarantuje, że nie prześlizgną się żadne aplikacje wysyłające SMS-y na numery premium.
  9. Aplikacje na iOS są dostępne wyłącznie przez App Store. Na Androidzie jest większy wybór sklepów i możliwość instalacji aplikacji bezpośrednio z plików APK. Rozwiązanie iOS między innymi dzięki ręcznej weryfikacji aplikacji jest jednak bezpieczniejsze – instalując aplikacje z plików APK z nieznanych źródeł możemy się narazić na wyższe rachunki lub skradzione dane.
  10. Aby tworzyć aplikacje na iOS, musisz mieć Maka, a żeby publikować je w App Store, musisz płacić 99 dolarów rocznie. Tworzenie aplikacji na Androida jest możliwe na każdej popularnej platformie, a ich publikacja w Google Play wymaga jedynie jednorazowej opłaty w wysokości 25 dolarów.
  11. Wyglądu iOS nie można za bardzo dopasować do swoich upodobań – da się zmienić tapetę, ale to w sumie wszystko. Android pod tym względem wypada znacznie lepiej.
  12. Aparaty fotograficzne w urządzeniach z iOS mają dość ograniczony zestaw funkcji, w tym brak spotykanych w niektórych urządzeniach z Androidem ustawień manualnych.
  13. Urządzenia z iOS nie obsługują USB On-The-Go, więc nie można podłączyć do nich urządzeń takich jak klawiatury, myszki czy popularne pamięci zewnętrzne (są jednak specjalne pamięci zewnętrzne dedykowane dla urządzeń z iOS).
  14. Safari (znane też jako „najbardziej zaawansowana przeglądarka mobilna na świecie”) nie umożliwia pobierania plików ani umieszczania ich na serwerze za pośrednictwem odpowiedniego formularza.
  15. Urządzenia z IOS nie obsługują wolnych i pozbawionych patentów formatów audio i wideo (np. OGG). Po prostu nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego.
  16. Wybór urządzeń z iOS jest dość skromny. Zwolennicy Androida za to mogą wybrać spośród wielu urządzeń od LG, Samsunga, Sony i nie tylko – każdy znajdzie coś dla siebie.
  17. Urządzenia z iOS nie oferują udogodnień takich jak wodoodporność, radio FM czy dioda podczerwieni umożliwiająca używanie urządzenia jako pilota. Wiem, że nie każdy potrzebuje tego typu funkcji, ale warto zwrócić na to uwagę.
  18. Zrootowanie urządzenia z Androidem daje większe możliwości niż jailbreak urządzenia z iOS.
  19. Brak diody powiadomień, ikon powiadomień na pasku stanu i innych tego typu rzeczy w urządzeniach z iOS, przez co jeśli przegapimy jakieś powiadomienie, nie dowiemy się o nim dopóki nie rozwiniemy panelu powiadomień.
  20. Urządzenia z iOS nie obsługują szybkiego ani bezprzewodowego ładowania.
  21. Wprowadzona w iOS 9 możliwość korzystania z dwóch aplikacji naraz dotyczy tylko iPadów podczas gdy funkcja ta na Androidzie od jakiegoś czasu istnieje także na niektórych smartfonach, a dodatkowo została wprowadzona natywnie w Android Nougat.
  22. Rysik Apple Pencil do iPada Pro trzeba kupić osobno (do tego nie jest on zbyt tani) i trzeba go ładować. Rysik S-Pen do urządzeń Samsunga z serii Note jest zawsze dołączony do zestawu i działa bez baterii.

Tych powodów pewnie znajdzie się więcej, ale wymieniłem jedne z najważniejszych. Jednak jeszcze raz powtarzam – zarówno iOS jak i Android to dobre systemy i ten post przedstawia tylko mój punkt widzenia. Mam nadzieję, że ten post nie doprowadzi do wojny w komentarzach.

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go innym!

O pseudokonkursach i żebraniu o lajki

W dzisiejszym wpisie opowiemy sobie o kolejnych rzeczach, które mnie niezmiernie wkurzają, czyli o facebookowych i youtube’owych pseudokonkursach i żebraniu o polubienia i subskrypcje. Na początek odpowiemy na pytanie dlaczego użyłem określenia „pseudokonkursy”. Z definicji konkurs to zabawa w której najlepszy uczestnik wygrywa nagrodę. W tych pseudokonkursach zwycięzca zazwyczaj jest wybierany w drodze losowania. Zatem nie są to konkursy tylko losowania – wygrywa nie najlepszy uczestnik tylko jeden z uczestników wybrany losowo.

No, pseudokonkursy mamy z głowy – teraz żebranie. Na pewno zauważyliście, że na Facebooku podstawowym warunkiem udziału w „konkursie” jest polubienie i udostępnienie posta konkursowego oraz polubienie strony organizującej „konkurs”, a na YouTube zasubskrybowanie kanału i postawienie łapki w górę pod filmem. Po co? Po to aby autor takiego „konkursu” mógł piąć się w górę w statystykach i zbierać cyferki do nic niewartego licznika. Na YouTube na przykład wysoko oceniany film ma szansę dostać się na stronę główną i w rezultacie zyskać więcej odsłon, a oprócz tego na YouTube istnieje możliwość zarabiania pieniędzy na reklamach wyświetlanych pod filmem. Chyba wiecie do czego zmierzam. Niby nikomu to nie szkodzi, ale wyobraźcie sobie, że w rezultacie ktoś kto nakręcił coś naprawdę fajnego nie ma szansy dostać się na stronę główną, bo wyprzedzi go jakiś kretyn, który wyżebrał sobie wysokie oceny. Żeby było jasne – nie mam nic przeciwko byciu popularnym i zarabianiu na YouTube, ale należy to robić zgodnie z założeniami serwisu, czyli tworząc ciekawe treści, a nie żebrząc o cyferki do licznika.

Oczywiście żebractwo nie jest ograniczone tylko do pseudokonkursów. Na Facebooku na pewno spotkaliście się z tekstami typu „kto się zgadza, daje lajka”, „daj lajka jeśli…” czy nawet „jeśli zignorujesz – nie masz serca” pod zdjęciami smutnych piesków lub chorych ludzi (tak jakby serce miał ten, który wykorzystuje cierpienie innych aby nabijać polubienia). Zdarzają się także posty sugerujące, że autor dostanie jakieś sumy pieniędzy na schroniska dla zwierząt w zamian za polubienia, komentarze i udostępnienia, co oczywiście jest bzdurą. Chcesz pomóc bezdomnym kotkom? Adoptuj jednego albo sam wpłać pieniądze na wybrane schronisko. Genialne, prawda?

Na YouTube mamy słynne „20 000 łapek w górę – lecimy z następnym odcinkiem”. Rozumiem, że jak nie będzie 20 tysięcy łapek w górę, to nie będzie następnego odcinka? Może trochę przesadzam, ale jak ktoś prosi w filmie o łapkę w górę (i ewentualnie subskrypcję) już w pierwszych sekundach, to mam ochotę dać mu łapkę w dół i zamknąć film – i zazwyczaj tak robię. Oczywiście ci ludzie proszą o łapki i subskrypcje, bo to ich „motywuje”. Taa, jasne.

Osobiście uważam, że tego typu praktyki zarówno na Facebooku jak i na YouTube powinny być karane, ponieważ jest to wykorzystywanie systemu ocen niezgodnie z przeznaczeniem. W sklepie Google Play zabronione jest oferowanie jakichkolwiek korzyści w zamian za ocenienie aplikacji na 5 gwiazdek. Czemu by więc nie wprowadzić czegoś podobnego na YouTube? Zresztą marzy mi się przywrócenie na YouTube pięciogwiazdkowego systemu oceniania.

Na koniec przypominam, że polubienia i subskrypcje powinno się dawać jako dowód uznania za włożoną pracę, a nie gdy autor posta na Facebooku lub filmu na YouTube tak nam każe.

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go innym!

Nowy hosting i domena .pl!

Blog This Is Internet od dziś ma nowy dom! Pewnie zapytacie po co ta zmiana hostingu. Cóż – po pierwsze, darmowy hosting oznaczał pewne ograniczenia, a ta reklama na górze (hosting darmowy, ale firma jakoś musi zarabiać) też jakoś mi nie leżała. Po drugie, płatny hosting z dobrym zestawem funkcji wcale nie musi być drogi. Teraz blog jest hostowany przez Hosting24 – ta firma już hostuje inną moją stronę, więc mam już z nimi doświadczenie, a chyba najfajniejszą ich cechą jest dołączanie do każdego płatnego hostingu całkowicie darmowej domeny (tak, jej odnowienie też jest darmowe!). Nie jest to serwer VPS tylko zwykły hosting współdzielony, ale dla mało popularnego bloga, którego nie odwiedza kilka miliardów osób miesięcznie znakomicie się nada. Oprócz lepszego hostingu mam teraz dużo lepiej prezentującą się domenę .pl. Co jeszcze mam? Darmowy certyfikat SSL dostarczany przez Let’s Encrypt. Może nie obracam jakimiś superważnymi danymi, które trzeba koniecznie szyfrować, ale certyfikat SSL poprawia pozycję w wyszukiwarkach internetowych i coraz więcej różnych technologii go wymaga. Poza tym dają za darmo, więc czemu by nie brać?

Na koniec parę drobnych spraw organizacyjnych:

  • Stary adres nadal działa, ale już przekierowuje na nowy hosting.
  • Od teraz mój e-mail kontaktowy to kontakt[at]thisisinternet.pl. Stary adres (kontakt[at]thisisinternet.cba.pl) będzie aktywny jeszcze przez jakiś czas, ale na niego też przyjdzie pora.

No, to tyle na dziś.

Spodobał Ci się ten tekst? Udostępnij go innym!